Gdzie teraz jestem.

        Obejrzałam sobie właśnie film na Netflix-ie, "I że cię nie opuszczę" i treść filmu przypomniała mi że dawno mnie tu nie było. Jeśli chodzi o film- polecam. Obejrzałam go już po raz drugi, nie dlatego jednak że zapadł mi on jakoś wyjątkowo w pamięć, zwyczajnie z braku wyboru w nowych filmach. Oglądanie filmów to moja odskocznia. Mój relaks i przeniesienie w inny świat. Można by powiedzieć (jakby się posilić o głębszą analizę) że może nawet taki mały nałóg. Nie tak grozny jak alkoholizm czy narkomania, ale jednak systematyczna forma ucieczki. Wracając do filmu, polecam bo fajny. Jeden z ciekawszych jakie oglądałam.
        Leżę sobie w miarę wygodnie na łóżku córki w jej pokoju. Tak sobie wymyśliłam że jedną nogą się tu wprowadzę pod jej nieobecność. Na razie jedną nogą bo jestem w stanie dużego zawieszenia w życiu i ciężko teraz podejmować konkretne decyzje. Córka jest na ''gigancie'' nie wiadomo jak długim a ja tu czekam sobie na nią z otwartym sercem i pokojem z różową ścianą. Jest u ojca. Zapragnęła zmiany w swoim 14-letnim życiu. Szuka szczęścia. Może je tam znajdzie a może kiedyś stwierdzi że miała je tuż pod nosem ale nie potrafiła się nim cieszyć. Myślę i wiem że jej decyzja wniesie w jej życie wiele dobrego. Już samo podjęcie decyzji i zrobienie kroków w jej realizacji to dobro dla niej. Bo to jej decyzja. Mam nadzieję. A takie osobiste decyzje kształtują nas najbardziej. Zawsze pragnęłam dla niej by stała się niezależna i wolna od presji, nacisku i wpływów. Pozwoliłam jej podjąć kolejną, samodzielną, ważną decyzję w życiu. Myślisz że przyszło mi to łatwo? A jak myślisz? A ty jak byś postąpił/a? Miotałam się jak ryba bez wody. Dostałam dużo czasu żeby się na to przygotować. Od dawna już córka dawała mi wyrazne komunikaty że ma takie zamiary. Racjonalnie, dojrzale myśląc wiedziałam że ma takie prawo. Prawo wyboru (bo niestety ale w naszej sytuacji, kiedy rodzice mieszkają tak daleko od siebie, pozostaje tylko wybór). Dopuszczałam do siebie taką ewentualność. Na rozum biorąc próbowałam się na to przygotować. Ale kiedy do głosu dochodziły uczucia i emocje było bardzo ciężko. Poczucie winy dawało mi ostro w kość i zaganiało do robienia wszystkiego (nieraz ponad moje siły i kosztem siebie), żeby tylko zatrzymać przy sobie córkę. Złość i rozżalenie przyćmiewały radość z chwili obecnej. Czułam się zdradzona, oszukana, wykorzystana. Cieszyłam się że wróciła z wakacji od ojca rozczarowana i rozżalona.  Z ogromną ulgą przyjmowałam to że jednak zostaje tu ze mną, że to jeszcze nie ten czas. Bardzo egoistyczna ta radość tak sobie myślę. Chciałam ją mieć tylko dla siebie. Tak jakby należała do mnie. Bardzo nieładnie. Bałam się ją stracić. Miałam świadomość tego, że odległość dzieli ludzi. Kilometry wprowadzają zbyt odległy dystans. A niewyparzony jęzor ojca, niema połączenia z mózgiem, przez co sieje tylko zakłamanie, fałsz i zgorszenie. Wiedziałam że to się nie przysłuży mojej relacji z córką. Ale to tylko były moje emocje i uczucia. Zazwyczaj nie wyrażone. Córce starałam się dać odczuć że uszanuję jej decyzję. Że ma prawo ją podjąć i że nie musi na sobie dzwigać przy tym ciężaru odpowiedzialnośći za moje zranienie. Że będę z nią w jej decyzjach. W słowach do córki starałam się usprawiedliwiać ojca z wszelkich przewinień, bo wiedziałam że jest on ważną częścią jej życia. Wiedziałam że całej pustki w jej sercu nie jestem w stanie zapełnić. Wiedziałam że z takim rozdartym sercem nie można samemu nic póżniej trwałego zbudować. Nie zawsze jednak go broniłam, bo czasem już miałam w sobie taki przesyt wkurwienia na niego, za brak obecności i zaangażowania w życiu córki, że zdarzyło mi się kilka razy rzucić coś na ostro. 
        No i tak to, tu właśnie jestem i czekam, na wiadomość, rozmowę przez telefon, na jej przyjazd na rozwój wydarzeń. Cierpliwie czekam, nie naciskam, nie narzucam się zbytnio. Przyjmuję wszystko z pokorą. Co więcej mogę zrobić.
         

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Za co dziś jestem wdzięczna.

Moja poezja. Po rozstaniu.