Nowy początek.

 GODZ.6.30
Myję sobie zęby opierając się o blat szafki przy zlewie. Bolą mnie nogi, plecy i ręce. Wszystko mnie boli. Cholera!!! Co mam zrobić ze swoim życiem?! Jak długo bujać się będę w sytuacji w której się znajduję. Kurczę, może w domu będę robiła stroiki i bukiety na zamówienie? Hmmm... może dostawca będzie dowoził mi kwiaty do domu. Jak będę pracowała w domu, to można by wtedy uniknąć stresu przy klientach i szefostwa, a moje prace byłyby bardziej nasycone pięknem. Nie! To durny pomysł. Konkurencja. Co kilka kroków kwiaciarnia w mieście. W internecie na masę ogłoszeń "florystów samouków" (coś jak ja). Do dupy z tym! Niema szans przebić się na rynku. Musiałabym zabłysnąć czymś wyjątkowym. Czymś takim, czego jeszcze nie było. Perfecto, cudo, original. No ale, może gdybym posiedziała nad tym w spokoju w domu, bez presji spojrzeń krytycznych z natury ludzi, to mogłoby to być całkiem realne. Potrafię robić rzeczy piękne jak jestem sama ze sobą. Nikt mnie nie rozlicza z czasu i wydajności. Nikt nie ględzi nad głową i nie krytykuje. Jedynym krytykiem samej siebie mogę być ja sama. Nikt mnie nie ośmiesza i nie porównuje moich zdolności ze zdolnościami innych bardziej doświadczonych florystek. Jestem panią sytuacji. Panią samej siebie. Lubię zatracić się całkowicie w swojej twórczości. Nie docierają do mnie wtedy żadne sygnały ze świata zewnętrznego. Mało tego, lepiej dla świata żeby nie docierały. Tak więc, zamykam się wtedy w swoim świecie, ze swoim dziełem, wizją i pomysłami. Przebieram, wybieram, dopasowuję, przykładam, układam, a przy tym wszystkim znikam. Potrafię tak godzinami, dopracowując do perfekcji każdy szczegół. Wszystko musi mi grać. Całość musi być zsynchronizowana. No ale dobra, wróćmy do moich poprzednich rozważań. Kurczę, a może napiszę książkę? Napiszę o swoim życiu. Tak po prostu, nie przebierając zbytnio w słowach. Prosta treść, proste słowa. Czemu by nie? Zawsze miałam takie małe, ciche pragnienie żeby to zrobić. Wielkie zarazem i głośne, w momencie roztrząsania tematu w myślach. Napiszę, a co mi tam. Od 15-go roku życia pisałam pamiętniki. Przelewałam na papier swoje myśli, emocje, doświadczenia - swoje całe zasrane problemami życie. Były tam też i wesołe historie, nie powiem, ale z reguły kończyły się jakąś porażką, traumą i cierpieniem. Momenty wzniosłe, piękne i cudowne, a zarazem chwile ulotne proszące się o zapomnienie żeby lżej było brnąć przez życie dalej.

Vixen

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Za co dziś jestem wdzięczna.

Moja poezja. Po rozstaniu.