7 kwietnia 2020.Osobiste sukcesy i osiągnięcia.

Powiedziałam że się przyłożę i to właśnie robię ;:) Zacznę od końca może będzie łatwiej.
  1. Podszkoliłam swoją pracę przy komputerze w trakcie akcji ''ZOSTAŃ W DOMU".
  2. Nie zabiłam swojego dziecka i psa podczas tej samej akcji.
  3. Nauczyłam się dzielenia ułamków dziesiętnych (bllee, paskudna matma).
  4. Umyłam okna :)
I tak się właśnie przyłożyłam ;):) Oto efekty mojej systematycznej pracy. Trzeba by jeszcze do tego wrócić.
     5. Dostałyśmy 6 z poprawy kartkówki z geografii. 
     6. Spłaciłam 2 zadłużenia w tym roku.
     7. Zrobiłam pokoik z oknem córce.
     8. Uzyskałam umowę na cały etat.
     9. Prowadziłam samodzielną produkcję i sprzedaż kompozycji. 
    10. Wytrzymałam kolejny rok w pracy z wariatami.
5 lipca 2021
    11. Spłaciłam wszystkie śmieciowe zadłużenia
    12.Piję już tylko 1 kawę dziennie
    13. Nie uciekłam z kolonoskopii 
    14.Dotrwałam w pracy do urlopu
    15.Wysłałam dziecko na półkolonie jeżdzieckie
    16. Znalazłam dziecku dobrą terapeutkę i odważyłam się tam pójść
    17.Kupiłam dziecku dobry telefon 
    18. Udało mi się kupić do domu kilka przydatnych rzeczy
    19. Pomogłam siostrze znalezć ostoję a bratu przez jakiś czas godne warunki
    20. Pomagam mamie
    21. Nie poddałam się, nie załamałam, dalej walczę o lepsze jutro dla siebie i córki
    22. Nie piję, nie muszę, nie mam takiej potrzeby
    23. Przedłużyłam życie swojemu pieskowi
    24. Odwiedziłam lekarza by lepiej zadbać o swoje zdrowie i samopoczucie
19 września 2021
    25. Wysłałam córkę na pierwsze kolonie
    26. Znalazłam córce odpowiednią korepetytorkę z matematyki
    27. Zaliczyłam konsekwentnie rehabilitację
    28. Poszłam na pierwszy masarz w życiu
    29. Kupiłam sobie rower
    30. Jeszcze nie odeszłam z pracy, dzięki czemu realizuję drobne cele materialne
    31. Nie porzuciłam swojego bloga i co jakiś czas coś tu wrzucam (  konsekwencja nigdy nie była              moją mocną stroną)

  Postanowiłam jakiś czas temu, nie dzielić za specjalnie swojego życia na etapy. Moje życie po prostu płynie. Od początku do końca. Nie wiem dlaczego. Czasami muszę się dobrze zastanowić ile dokładnie mam lat. Chyba mi to pomaga, bo dzięki temu nie stawiam sobie ograniczeń i nie wyznaczam terminów. Tylko ludzie wokół brutalnie osadzają mnie w swojej rzeczywistości i terminologii. Bardzo długo nosiłam króciutkie mini spódniczki, bo mam ładne nogi i dobrze się w nich czułam, dopóki któraś ze znanych mi bab, nie postanowiła mi wspaniałomyślnie i troskliwie przekazać, że pewne rzeczy powinny być adekwatne do wieku. No i wiecie co, oczywiście zaszczepiła we mnie swoje poglądy na życie. Przyjęłam je jak swoje. Dlaczego? Bo moje poczucie własnej wartości pozostawia wiele do życzenia. Niebywałej odwagi wymaga trzymanie się własnych przekonań, poglądów i uzewnętrznianie ich. Ciężko jest w tak dużym społeczeństwie, tworzyć odrębną, indywidualną jednostkę. Im bardziej człowiek odbiega od narzuconych norm i trendów, tym bardziej naraża się na ataki. Trzeba mieć potężną tarczę własnej wartości, żeby nie pozwalać innym przemycać siebie i swojego zagubienia w cywilizacyjnym świecie do własnego wnętrza. Trzeba być niebywale silnym, żeby nie chybotać na wietrze jak chorągiewka.
   Czemu o tym piszę akurat w tym poście? Bo akurat ten skłonił mnie do takiej refleksji. Tworząc listę swoich małych sukcesów, nie odnoszę się do żadnych terminów. Terminy powodują ogromne frustracje. Tworząc sobie terminowe cele, narażamy się na potężne rozczarowania i moim zdaniem, wcale nie jest to budujące. Po pierwsze wystarczająco musztrujące są terminy, które narzuca nam życie w społeczeństwie. Po drugie samo życie okazuje się tak nie przewidywalne, że obwarowywanie się terminami jest bezcelowe. Podoba mi się filozofia " żyj tu i teraz". Podoba się, przemawia do mnie, ale jest nadal daleka ode mnie i mojego życia. Niestety. Chyba najbardziej bliscy tej filozofii jesteśmy będąc dziećmi. Tylko my ludzie, zagubieni w spółczesności, zrobimy wszystko żeby nawet z dzieci, jak najwcześniej tą filozofię wyplenić. Mamy mało czasu na to żeby żyć dziś, bo większość czasu zabiera nam przygotowywanie do tego, co ma nadejść jutro. Najbardziej mi żal naszych dzieci bo nie mają już beztroskiego dzieciństwa. Choroba cywilizacyjna osiągnęła apogeum. Człowiek już nie potrafi być szczęśliwy bez dóbr materialnych, a ciągłe gonienie za nimi, tym bardziej odbiera nam i naszym dzieciom prawdziwy komfort z życia. Owszem współczesne życie przynosi nam wiele korzyści, na przykład brak głodu czy rozwiniętą medycynę. Ale człowiek to wiecznie nie nasycone stworzenie i samo nasycenie głodu i zdrowie mu nie wystarczy.
   Tak więc moje sukcesy, nie są osiągane terminowo. To są moje małe szczęścia z płynącego i przemijającego życia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Za co dziś jestem wdzięczna.

Moja poezja. Po rozstaniu.