Coronavirus.
Miałam na swoją przyszłość kolejny plan, prawie doskonały. Kilka ważnych zmian w odpowiednim czasie. Podobno jak się przyszłość rozrysuje w formie planu i z konsekwencją i determinacją się go realizuje to zakrawa na sukces. W moim życiu jakoś się te prawdy objawione za cholerę nie sprawdzają. Ciągle upadam, podnoszę się i dalej próbuję. Upadam coraz boleśniej, podnoszę się z większym trudem a próbuję już rzadziej i bez nadmiernej już (albo i żadnej) nadziei. Jak to kurwa jest że innym się udaje a mnie nie. Jakim chujem byłam robiona!
Dzwonił do mnie brat. Nie chce mi się już dziś słuchać jego pierdolenia! Jak w tym świecie pełnym możliwości można narzekać na nudę?! Ja pierdolę, nie wierzę! Samotność owszem. Wszechobecna samotność, ale nuda?! Mogę brać pod uwagę że pod wierzchnią warstwą nudy, kryje się właśnie ta parszywa samotność i potrzeba bliskości w duszy mego brata. Ale nie mam ochoty się tym dziś zajmować. Moja wewnętrzna moralność i przyzwoitość podpowiada mi że może jednak powinnam się tym zająć. W końcu ja sama też się z tym zmagam. Podobno, co wysyłasz w świat, wraca do Ciebie. Poddałam się już. Nie mam siły ciągle zasługiwać. Dziś pierdolę to wszystko!!!
Wiem, że nie mam prawa powiedzieć że jestem sama bo nie jestem. Mam rodzinę, córkę, chłopaka, przyjaciółkę, znajomych. Mam przecież Boga Ojca, Matkę Boską i Anioła Stróża. Ja to wiem! Ja to kurwa wszystko wiem! Dziś pozwoliłam sobie dać prawo do tego żeby się tak czuć. Pozwoliłam sobie odczuć jak bardzo jestem sama i zdana wyłącznie na siebie i swoje siły których mam coraz mniej. Dziś pozwoliłam sobie o tym napisać. Słucham pięknej muzyki przez słuchawki, poza nią nie docierają do mnie żadne inne wkurwiające dżwięki. I z ogromną zaciętością toczę ze sobą wielki bój o to prawo. Gruba skorupa powierzchowności, złożona w większości z obaw i lęków nie tak łatwo przepuszcza wszystko to, co kryje się pod nią.
Nie jest dobrze. Nie jest kurwa wcale dobrze. To czemu mam ciągle udawać że jest. Corona właśnie rozpierdala moje życie. Waży na szali to co ważne, z tym co też ważne. I wiem oczywiście o tym że nie tylko mi . Nawet sobie nie wyobrażacie jak ja dużo wiem, co tyczy się innych ludzi. Jak ja dużo ciągle muszę rozumieć. Przedkładać dobro innych nad swoje własne. Ale w tym momencie to szczerze pierdolę! Spierdalam ciągle gdzie pieprz rośnie od swoich emocji, nieustannie. Zaciśnięte ciągle gardło powstrzymujące emocje które mogłyby się wydostać i kogoś zranić. To boli. Kurwa jak to boli.
Problemy nie mają końca. Seria niefortunnych zdarzeń przewija się przez moje życie. A ja nie czuję się przez to silniejsza. Zapadam się w siebie i kulę coraz bardziej. Jeszcze trochę i zostanie ze mnie wrak. Taki zniszczony,zatopiony, opuszczony wrak. Nawet nie stary ale wrak. Nauczyłam się w życiu celująco spierdalać od siebie. I zatapiam ten statek coraz głębiej.
Corona, jesteś moim przekleństwem czy wybawieniem? Dlaczego teraz gardło boli jeszcze bardziej a na dokładkę plecy i serce? O głowie i karku nie wspomnę. Czuję się jak rozbitek na bezludnej wyspie.


Komentarze
Prześlij komentarz