Retrospekcja.
14.03.2000 r. Wtorek.
Bardzo fajny dzień. Wykąpałam się w izolatce bo u nas znowu coś nawaliło i naprawiają. Do szkoły pojechałyśmy z panią Elą. Na praktach naśmiałam się jak nigdy. Ola pokazywała pokaz mody. Jaka ona jest zabawna. Szycie fartucha jest z deczka denerwujące.
Marcin miał dziś przyjechać. Niestety tego nie zrobił. Wkurzyłam się. Po kolacji poszłam zadzwonić. Nie było go, więc przekazałam jego siostrze żeby oddzwonił. Tego też nie zrobił. Przed 22 poszłam z Ireną zadzwonić drugi raz. Tym razem Irena rozmawiała, mnie niby nie było. Słyszałam te jego stare wykręty. Jak on może tak ściemniać?! Co się dzieje? Czy on w ogóle coś do mnie ma? Żebym to ja znała odpowiedź na te pytania. Niestety to raczej nie możliwe. . ujowo!!!
Dostałam od Zenka ramę fajek i za..bistą zapalniczkę. I tak nie rozumiem o co mu śmiga. To ciekawe. Wszystko o co go poproszę, mam. Dziwne. Czyżby Aśka już mu się znudziła? Mniejsza z tym.
Fajny dzionek:).
15.03.2000 r. Środa.
Nie byłam w szkole. Spoko. Co ja powiem w piątek wychowawczyni? Byłam u dermatologa, ale to nie powód opuszczenia całego dnia w szkole. Może coś wymyślę.
Zużyłam całą pożyczoną od kolegi kartę (9 impulsów). To dlatego że tak zawzięcie rozmawiałyśmy z Marcinem, jego bratem i Adamem. Adam ma jakąś pannę i dlatego nie przyjeżdża. Idiota. W dodatku kazał dla Marcina nie mówić nam nic o tym. Czemu? Żebym to ja wiedziała. Marcin twierdzi że nie chce mu się samemu przyjeżdżać. Nie wiem czy mam mu wierzyć. .uj bombki strzelił, choinki nie będzie. Przeminęło z wiatrem. To była zwykła przygoda. Jak szybko pojawili się w naszym życiu, tak szybko się zmyli. Ha, ha, już mnie to nic nie obchodzi.
16.03.2000 r. Czwartek. Równiutko 19 lat wstecz.
Zenek ściągnął mnie z łóżka. Miałam na 9 do szkoły. Nie poszłam na w-f. Przesiedziałam ten czas z nim. Tworzył muzę. Nawet spoko mu to wychodziło. Dał mi bilet i pojechałam do budy. Jechałam z Tomkiem. Pogadaliśmy trochę na temat nauczania mojego wychowawcy.
W szkole było spoko. Jak zawsze w czwartki. Mieliśmy luźne lekcje. Pomyśleć że nie chciałam jechać.
Wieczorem robiłam witraż. Zmarnowałam 3 godziny. Strasznie mozolna robota.
Dzień bez większych przygód i nerwów. Szkoda tylko że nie mam już fajek.
Bardzo fajny dzień. Wykąpałam się w izolatce bo u nas znowu coś nawaliło i naprawiają. Do szkoły pojechałyśmy z panią Elą. Na praktach naśmiałam się jak nigdy. Ola pokazywała pokaz mody. Jaka ona jest zabawna. Szycie fartucha jest z deczka denerwujące.
Marcin miał dziś przyjechać. Niestety tego nie zrobił. Wkurzyłam się. Po kolacji poszłam zadzwonić. Nie było go, więc przekazałam jego siostrze żeby oddzwonił. Tego też nie zrobił. Przed 22 poszłam z Ireną zadzwonić drugi raz. Tym razem Irena rozmawiała, mnie niby nie było. Słyszałam te jego stare wykręty. Jak on może tak ściemniać?! Co się dzieje? Czy on w ogóle coś do mnie ma? Żebym to ja znała odpowiedź na te pytania. Niestety to raczej nie możliwe. . ujowo!!!
Dostałam od Zenka ramę fajek i za..bistą zapalniczkę. I tak nie rozumiem o co mu śmiga. To ciekawe. Wszystko o co go poproszę, mam. Dziwne. Czyżby Aśka już mu się znudziła? Mniejsza z tym.
Fajny dzionek:).
15.03.2000 r. Środa.
Nie byłam w szkole. Spoko. Co ja powiem w piątek wychowawczyni? Byłam u dermatologa, ale to nie powód opuszczenia całego dnia w szkole. Może coś wymyślę.
Zużyłam całą pożyczoną od kolegi kartę (9 impulsów). To dlatego że tak zawzięcie rozmawiałyśmy z Marcinem, jego bratem i Adamem. Adam ma jakąś pannę i dlatego nie przyjeżdża. Idiota. W dodatku kazał dla Marcina nie mówić nam nic o tym. Czemu? Żebym to ja wiedziała. Marcin twierdzi że nie chce mu się samemu przyjeżdżać. Nie wiem czy mam mu wierzyć. .uj bombki strzelił, choinki nie będzie. Przeminęło z wiatrem. To była zwykła przygoda. Jak szybko pojawili się w naszym życiu, tak szybko się zmyli. Ha, ha, już mnie to nic nie obchodzi.
16.03.2000 r. Czwartek. Równiutko 19 lat wstecz.
Zenek ściągnął mnie z łóżka. Miałam na 9 do szkoły. Nie poszłam na w-f. Przesiedziałam ten czas z nim. Tworzył muzę. Nawet spoko mu to wychodziło. Dał mi bilet i pojechałam do budy. Jechałam z Tomkiem. Pogadaliśmy trochę na temat nauczania mojego wychowawcy.
W szkole było spoko. Jak zawsze w czwartki. Mieliśmy luźne lekcje. Pomyśleć że nie chciałam jechać.
Wieczorem robiłam witraż. Zmarnowałam 3 godziny. Strasznie mozolna robota.
Dzień bez większych przygód i nerwów. Szkoda tylko że nie mam już fajek.
Komentarze
Prześlij komentarz