W kierunku światła.
Jack Wintz ''Gdy ci smutno, gdy ci źle.''
Nawiązując do ostatniego zdania pozwolę sobie przytoczyć kolejny cytat z książeczki.
''W swym smutku szukaj nowego przebudzenia i powtórnych narodzin - świtu u kresu ciemności. Tak jak słonecznik stale obracaj się ku Światłu, a odnajdziesz nadzieję, mimo przepływających chmur.''Książeczka '' Gdy ci smutno, gdy ci źle" zainspirowała mnie i zmotywowała do włożenia wysiłku w poszukiwanie światła. Pisząc książeczka -nie książka, nie mam na celu umniejszyć wartości treści w niej zawartych. Na myśli mam wyłącznie format książki. Malutki, króciutki a zarazem konkretny zbiór mądrych porad na łatwiejszą do zniesienia drogę życia. Wstrząsnęło mną gdy czytałam książkę po raz pierwszy: gdzieś przelotem w swojej szarej i niespokojnej; nabitej obowiązkami -rzeczywistości. Wywołała we mnie złość i bunt. Mój maraton myśli: Piszą, że mam się cieszyć z tego że cierpię. Bestialstwo! Cieszyć się- że jest mi smutno? Sprzeczne i niedorzeczne! Tego typu teksty, działają na mnie jak płachta na byka. Coś w stylu: nie smuć się, inni mają gorzej. Albo pocieszenie: młoda jeszcze jesteś (w sensie że dam radę, udźwignę ciężar życia)- nie rozumiem, to pocieszenie czy dręczenie? Jak ja właściwie mam się do tego odnieść? Jakoś mnie to nie pociesza - przeciwnie dobija. Jak dalej żyć ze świadomością, że jestem młoda i z takim trudem sobie radzę a starość zbliża się nieuchronnie. Raczej mnie ten fakt przeraża niż pociesza. Mam zmasakrować całą siebie ze swoimi przeżyciami, zdeptać i za wszelką cenę umniejszyć potędze swoich uczuć bo panuje powszechna moda na pozytywne myślenie. Piszą że cierpienie to dla mnie dar od Boga. Łał!!!! To faktycznie miłosierny i kochający ten nasz Bóg. Sugerują że trzeba by było zaufać Bogu i zaakceptować jego dar przepełniony miłością. Szaleństwo jakieś! Mam ufać Bogu, przez którego tak cierpię?! Gdzie on jest, czemu mi nie ulży?! Dlaczego moją drogę wyłożył cierniem i każe mi iść po niej bosymi stopami. Piszą że cierpienie ma mnie uszlachetnić, że powinnam je mądrze wykorzystać i przekuć na współczucie i pomoc innym. O matko! A co ja do cholery całe życie robię! Już nie mam siły. Mam dość pomagania cholernym trutniom, niewdzięcznym, egoistycznym pasożytom. Dość! Gdzie są wszyscy jak ja cierpię? Gdzie są wszyscy jak ostatkiem sił walczę o przetrwanie? Są- wtedy się jakby bardziej nawet pojawiają i ssą. Resztki nadziei z mojego życia. Piszą że mam się modlić o pocieszenie i uzdrowienie- do kogo? Boga który zmusza mnie do trwania w cierpieniu tak długo, że już nawet w modlitwie nie pokładam nadziei. Proszę, modlę się- on jest głuchy na moje prośby. Sugerują żeby się zbliżyć do osób które kocham i na które mogę liczyć bo ich współczująca obecność i czułość są ważną pociechą. Więcej nie zniosę. Odrzuca mnie od tej książki. Tak, zbliżyć do osób na które mogę liczyć; współczująca obecność; czułość i pociecha. Już bardziej nie można mnie dobić, naprawdę. To znaczy do kogo?!!! Do kogo!!!!!! Najbardziej boli świadomość, że mając raptem dwie bliskie osoby z którymi można by było porozmawiać to nie czujesz że chcą Cię słuchać. Bezgłośny płacz by nie widzieć jak bardzo jest się nie ważnym dla innych. Jak nie czułe i zatwardziałe są serca naszych bliskich.
''Płacz, krzyk i wściekłość mogą być modlitwą. Życie wymierzyło ci okrutny cios. Wypowiedz swój ból przed Bogiem."
Zadam sobie teraz trudne pytanie. Co dobrego mam? Wbrew pozorom odpowiedź wcale tak łatwo nie wyrywa się przed szereg- braków w naszym życiu. Człowiek z automatu koncentruje uwagę na tym, czego nie ma, czego mu brakuje. Przykład z mojego życia z przed chwili dosłownie: Saba nerwowo tupta tam i z powrotem, pieszym szlakiem z pokoju do drzwi wyjściowych z mieszkania. Oczywiste że chce wyjść na podwórko za potrzebą. Ja jestem skoncentrowana na pisaniu i trochę mnie to irytuje. W głowie pojawia się myśl: cholera, niema nikogo kto by wyprowadził tego psa. No i przyłapałam się na jednej z wielu, myśli o brakach. Teraz się ogarnę i wyjdę z moim kudłatym,kochanym, przytulaśnym, wiernym itp. ( a żeby nie było przesadnie słodko to i również irytującym, często śmierdzącym, hałaśliwym, brudzącym się, złośliwym itp.) piesiuniem bo go mam. Zatem do później.
Na spacerze spotkałam kobietę. Spojrzała na Sabę i powiedziała: Ładne futro. Przynajmniej jest jej ciepło. Zgodziłam się z nią. Też bardzo podoba mi się Saby futro, pomijając już frustrujące problemy z nim związane. Po przypadkowym spotkaniu z kobietą, okazuje się że nawet mój pies coś ma: ładne futro a do tego ciepłe. Wypadało by też wspomnieć że ktoś go musiał wyprowadzić, żeby ''te futro'' nabrało funkcjonalnego i wizualnego znaczenia (ładne i ciepłe). Tym kimś jestem ja. Tak więc Saba ma również mnie. Swojego cudownego, kochającego, troskliwego (a żeby nie było przesadnie słodko to: nie cierpliwego, zrzędliwego, nerwowego) wyprowadzacza. Nie idealna ja i nie idealny pies- mamy siebie nawzajem.Nawiązując do ostatniego zdania pozwolę sobie przytoczyć kolejny cytat z książeczki.
"Ból i tragedia mogą wynikać z faktu, że świat jest niedoskonały. Zaprowadzony na początku przez Boga porządek został zachwiany i nadal wokół jest pełno chaosu. Miej cierpliwość dla niedoskonałości świata i jego stworzeń, łącznie z samym sobą."Zabrałam się za pisanie tego tekstu z przeświadczeniem że będzie to coś pozytywnego. Że zastosuję się do porad terapeutycznych i zmuszę się do spojrzenia na świat przychylniejszym okiem. Że jak przekieruję złe myśli na coś dobrego to samoistnie rozświetli się światło w moim życiu. Na początku pisania całkiem nieźle mi szło, nie powiem. Znane mi są i praktykowane metody pozytywnej pracy nad sobą. W trakcie pisania, okazało się jednak że mam w sobie parcie na cofanie się do tyłu. Okazało się że za cholerę nie przeskoczę na wyższy level- zwany szczęściem, dopóki nie rozliczę się ze smutkiem. Taka próba przeskoczenia jest oszustwem czymś nie naturalnym. Natura każe mi się cofać żeby pójść na przód. Nie pozwala mi skupić się na tym co mam, dopóki nie uświadomię sobie czego tak naprawdę mi brak. Dopóki tej prawdy nie przeżuję,nie przetrawię i nie wypluję. Pozytywne myślenie jest czymś dobrym. Moja chęć napisania tego tekstu wzięła się z pozytywnej myśli. Ale to nie wystarczy. Sorry, ta filozofia może być tylko podparciem, jakimś podtrzymującym filarem ale nie fundamentem na którym się wszystko opiera. Nie da się uporządkować bałaganu bez ubrudzenia się i włożenia wysiłku w sprzątanie. Czasami konieczne jest zrobienie jeszcze większego rozgardiaszu, żeby móc generalnie posprzątać. Może niebawem rozwinę się w wątku przewodnim tego tekstu, tymczasem mam potrzebę sobie poryczeć i pobiadolić nad własnym losem.
''Przy zaufanych osobach i przed Bogiem pozwól swoim łzom płynąć otwarcie w twej duszy. Uwolnienie łez otwiera okno na uzdrowienie.''Na koniec moich wywodów, pragnę szczerze i z głębi serca podziękować tym- którzy się o mnie modlą. W moim życiu, często dzieje się tak, że sama nie mam już na to siły, nie pokładam w tym nadziei i brakuje mi wiary. To dobrze że ich mam i jestem za to wdzięczna Bogu KTÓRY JEST.

Komentarze
Prześlij komentarz