Taka refleksja.


Zdrowy człowiek nie potrzebuje kawy (ani innych energetyków) żeby móc robić to co lubi i chce.
Kiedy ja piję kawę? Trzy dziennie zazwyczaj. Pierwsza od razu po otwarciu oczu, przeważnie ok. 6 rano. Druga ok.8, a trzecia między 14 a 15.
    💣 Kawa nr.1- na tym etapie już bezmyślnie po nią sięgam. Taki wyrobiony już od dawna nawyk. Każdy dzień to przeprawa przez życie. Ciążący obowiązek. Na dzień dobry już potrzebuję pomocy i koła ratunkowego żeby uporać się z trudami jakie na mnie czekają. A zawsze jakieś są.
    💣Kawa nr.2 - uporałam się już ze wstaniem i przekonywaniem siebie do konieczności zewnętrznego terroru i zamachu na moje osobiste życie i potrzeby. Wypiłam 1 kawę i powiedzmy że się z tym faktem pogodziłam. Trochę mnie to jednak wysiłku kosztowało. Potrzebuję teraz czegoś na uzupełnienie zużytej energii i rozbudzenie organizmu, bo przecież cholera jakoś trzeba funkcjonować.
    💣Kawa nr.3- zaraz zasnę. Nie mogę! Godzina 14 a ja mam jeszcze tyle do zrobienia. Szefowa się na mnie wkurzy że za wolno pracuję (będę złym pracownikiem i nie dostanę premii, przez co cały kolejny miesiąc stanie się finansowo do dupy); nie wyrobię się z zamówieniami (będę złym, zle zorganizowanym pracownikiem a do tego kiepskim reprezentantem grupy ludzi pracujących); nie odrobię z córką lekcji to dostanie pałę (będę wyrodną matką a MOPS się mną i moim dzieckiem zajmie); nie wyprowadzę psa (Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt się tym zainteresuje i powie mi kim jestem); nie zrobię zakupów (będę wyrodną, nie wyrozumiałą matką, która nie zaspakaja potrzeb swojego kapryśnego dziecka, które przecież byle czego do ust nie włoży). Itd. itd....
     💬A gdzie, pomiędzy tymi wszystkimi kawami jestem ja? A JA chciałabym móc częściej, sobie spokojnie usiąść, odetchnąć i z ogromną ochotą napić się dobrej kawy- bo bardzo ją lubię.

Vixen








Komentarze

  1. Powracając do tematu kawy, chcę się pochwalić że właśnie jestem na etapie odzwyczajania się od kawy nr.2. Z kawy nr.3 zrezygnowałam już kilka miesięcy temu i nie czuję już w sobie jej braku. Piję sobie w jej miejsce herbatkę zieloną i jest mi z tym całkiem dobrze. Czuję się spokojniejsza. Kawy nr.2 nie piję od kilku dni. W jej miejsce włączyłam sobie białą herbatkę bo bardzo mi smakuje. Dziś zamiast zielonej herbaty napiłam się yerba mate bo cenię ją sobie za bogate właściwości, ale nie jest dobrze. Pogoda się zmieniła a wraz z nią ciśnienie i musiałam toczyć ze sobą walkę, żeby nie napić się kawy nr. 2. Yerba zamiast mnie pobudzić, miałam wrażenie że jeszcze bardziej mnie usypia. Ale nie wypiłam kawy nr.2 i nie zamierzam. Jest godz. 17 a o tej porze kawy absolutnie nie piję, chyba że idę na balety. Więc walkę wygrałam, bo na balety się nie wybieram. Z kawy nr. 1 nie zamierzam rezygnować. Lubię smak kawy z mlekiem i nie mam na celu znęcać się nad sobą i pozbawić wszelkich przyjemności. O nie! Po co więc to robię? Walczę z nawykami. Z uzależnieniem może nawet. Walczę z koniecznością zażywania substancji pobudzających, po to tylko żeby coś światu udowodnić i być bardziej wydajną i użyteczną (pozornie). Walczę o równowagę w swoim życiu, bo to jest mi najbardziej potrzebne. Walczę z chaosem. Walczę o swój wewnętrzny spokój. Walczę o siebie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Za co dziś jestem wdzięczna.

Moja poezja. Po rozstaniu.