Następnego dnia.
Wczorajszy dzień, był moim gorszym dniem. Dniem w którym potrzebowałam otrząsnąć z siebie śmierć, by móc zająć się życiem. Nie oznacza to oczywiście że dziś zasypała mnie z tego tytułu lawina szczęścia i dobrodziejstwa z niebios. Chociaż właściwie, jakby metaforycznie się do tego odnieść, to właśnie zasypała.
![]() |
| Vixen |
Biała, mięciusia, puszysta pierzynka wyścieliła całe podwórko. Cudowny, optymistyczny jak dla mnie widok masy bieli. Tak długo już dni są takie szare. Deficyt słońca zdecydowanie. Dlatego jak dzieciuch cieszę się ze śniegu. Taki bielusi, bielusieńki i wcale nie szary. O jak to dobrze że nie mam w sobie zapędu do zrobienia Prawa jazdy (tak powszechnego, modnego i podobno niezbędnego do funkcjonowania w tych czasach). Cały czar białego puchu, prysł by wraz z myślą o konieczności wyjazdu i przeprawy samochodem po śnieżnych zaspach. A tak jest pięknie:) Nawet Saba była do zniesienia na porannym spacerze. Zabawnie wygląda, taki biały kudłacz przedzierający się przez zaspy po (swoje psie) kolana. :)
![]() |
| Vixen |


Komentarze
Prześlij komentarz