Działanie.

 GODZ.7.00

    Piszę. Poszukując czegoś na czym mogłabym spisywać myśli, wyjęłam z szuflady jakiś stary, nie zapisany do końca zeszyt z wcześniejszym przeznaczeniem na pamiętnik. Dokładnie DZIENNIK NR.4 z 2006 roku. A w nim, krótko opisany okres mojego rozmywającego się, feralnego małżeństwa. No ale, nie czas i pora by się o tym jakoś specjalnie rozpisywać. O 7.50 wyjeżdżamy z Zuzią do Białegostoku na groby osób najbliższych memu sercu badz po prostu genom. Tak, czy owak jest misja, jest cel. Na tę okazję zrobiłam wcześniej dwie kompozycje nagrobne, z których jestem bardziej niż mniej zadowolona. Poza odwiedzeniem cmentarzy, noszę się również z zamiarem zintegrowania i zaktywizowania swojego skłóconego rodzeństwa. Kamil (młodszy brat) ma wyczekiwać  nas na stacji PKS. Robert (jak się można domyślić, brat starszy) "może złapie nas gdzieś w mieście o ile nie będzie zajęty". Siostry nie chcę nawet zaczepiać, choć taka myśl przeleciała mi przez głowę. Jestem na nią zła i wypalona emocjonalnie jej życiem i problemami. Nie mam na nią na razie siły. Odpuszczam ją sobie. Z resztą i tak zapewne nie będzie mogła dotrzeć z Augustowa do Białegostoku. No i "na pewno Michał jej nie puści", jak to zwykła mawiać. "Eee, nie mam pieniędzy."; "Eee, Michał mnie nie puści."; "Eee, nie chce mi się." Bla bla bla, sra ta ta!!! Nie chce mi się słuchać tego mamrotu. Odpuszczam.
 -Zuziu, ubieraj się szybko idziemy z Sabą.


Vixen

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Za co dziś jestem wdzięczna.

Moja poezja. Po rozstaniu.